Tak więc
(wiem, że zdań się tak nie zaczyna J), jak pewnie
zauważyliście – lub nie - już od dłuższego czasu nie wstawiłam rozdziału.
Powodem są moje, oraz SkrytejPL, wyjazdy. Jak ja wyjeżdżam, to ona wraca i vice
versa. No i nie możemy się jakoś zgrać, a potrzebuję jej do napisania kolejnego
rozdziału. Chodzi o to, że nie mogę czegoś
napisać bez jej pomocy. Tak więc, na kolejną dawkę tekstu będziecie musieli
poczekać max. do 12.08.
wtorek, 30 lipca 2013
czwartek, 11 lipca 2013
Prolog
Prolog
Życie pozagrobowe... Pffff, to nie to! Życie pozaziemskie... Nie, to miało być jakoś inaczej! Aaaa... Już wiem! Eureka! Życie poza szkolne Olki - spisała Olka
Czyli o tym co ta walnięta dziewczyna widzi poza Kreską i Wiktorkiem
Dzień pierwszy, niedziela.
5, 10, 15, 20 minut. Tyle gapiłam się z politowaniem na włączony odkurzacz leżący w kącie mojego ogromniastego pokoju. Kiedy moja stara zrozumie, że NIENAWIDZĘ tego robić?!
Robiłam to w każdą niedzielę, zawsze o piętnastej a moja mama dawała się nabrać na to, że posprzątałam i, że jestem słitaśnym aniołkiem który świeci paczałakmi na czystość. Zamiast tego moja rodzicielka płaciła za dwadzieścia minut bezsensownie zużywanego prądu.
- Mamo jest czyściutko!
- Dobra sprawdź czy masz mundurek w szafie!
- Taaa... Zobaczę co da się zrobić. - Olałam to jak prawie wszystko w moim życiu.
Wychyliłam się z pokoju. Moja młodsza siostra odwalała taniec szajby przed moją sypialnią. Przekrzywiłam moją zacną głowę i spojrzałam na nią z wyższością. A Rafa mówił, że to ja mam mały iloraz inteligencji. Wyciągnęłam mojego Iphona i pstryknęłam fotkę.
- Jaka ja jestem wstrętna... - Zamruczałam pod nosem. Tamara miała zrujnowany miesiąc. Wszystko dzięki temu jednemu zdjęciu które trafi do kalendarza bliźniaków... Zaśmiałam się pod nosem i schowałam z powrotem do mojego pokoju, gdy nagle pomyślałam, że zobaczę co dzieje się w pokoju mojego starszego o całe pięć lat braciszka. Pędem przebiegłam korytarz i przystawiłam ucho do drzwi.
- Rafa, ale ty jesteś słodki! Dajesz mi maskotki! - był to głos tępej, jak nie powiem co, dziewczyny mojego brata. Miała IQ równe kurze (oczywiście bez obrazy dla kur)!
Nagle od tyłu zaszła mnie Tam. Wystraszyłam się i zahaczyłam o klamkę dłonią. Drzwi stanęły otworem.
- Kogo tu widzę? Moje dwie siostry, z których jedna to małolata, a druga pusta lala z farbowanymi włoskami!
- Prędzej twoja dziewczyna jest pusta niż ja! Jest wróżką która wieczorami chodzi do lasu i skacze w kolorowej kiecce pomiędzy drzewami! - To tekst Krystynki. Czasem był, aż za bardzo przydatny.
- Uważaj na słowa, dziewucho! - krzyknęła Judyta (imię dziewczyny z IQ kury), niestety za głośno bo do pokoju wparowała mama.
-Co tu się wyprawia? Dzieci?
Nagle Tama zrobiła coś czego zupełnie niespodziewanego.
- Ta pani obraża Olunię! Mówi, że Olusia jest dziewuchą! - Moja siostra rozpłakała się. Rzadko to robiła, ale jak już beczała to na całego. Przybiegli Marek i Piotrek. Jeszcze ich tu brakowało. Wpiszą to sobie do swojego durnego kalendarza, pt. ,,Wtopy naszej "kochanej" rodzinki". Jak ja mogłam się przed chwilą cieszyć, że Tamka do niego trafi? Na końcu miesiąca mieliby z tego taką bekę, że biedna by nie wytrzymała psychicznie!
Jedno wiedziałam: moja kochana siostrzyczka właśnie uratowała mi tyłek.
Mama stała jak wryta. Bliźniacy już się chichrali.
- Pani głucha czy co? Słyszała pani Olkę?! Jak mnie wróżką nazwała?!
- Bo nią jesteś - powiedział Marek - tylko, że w gorszej odsłonie hehe.
- Co masz na myśli dzieciaku?!
- Jesteś CZAROWNICĄ! O patrz wyskoczyła Ci brodawka! Tu jest następna! Wydłużył Ci się też nos! - Bliźniacy śmiali się na cały głos. Nagle zapadła cisza. Wszyscy spojrzeli na dziewczynę Rafy. Była czerwona na twarzy i strasznie zdenerwowana. Z jej mimiki czytało się jak z otwartych kart.
- Wiesz, że komary najczęściej gryzą blondynów? A jeden właśnie lata obok ciebie. - Powiedziałam to taką spokojnie jak nigdy. Judi bała się komarów. Tyle, że ja nie żartowałam.
- HA, HA! Kłamiesz smarkulo!
Komar usiadł na jej ramieniu i rozpoczął posiłek. Dziewczyna skapnęła się, że nie żartowałam, a potem... Zemdlała. Mama z Rafkiem stwierdzili, że zawiozą ją na pogotowie, co zrealizowali. Ja zostałam w domu z Tamką i bliźniakami.
Za pięć minut miała przyjść do mnie kumpela, Krechalska. Znałyśmy się od tygodnia, bo najwyraźniej Bóg chciał abyśmy poszły do jednej klasy. I dzięki Mu za to!
Miał przyjść też mój słodziak, Wiktor. Rzadko używałam tego typu słów, ale jego nie dało się inaczej określić. Świetny kapitan drużyny piłkarskiej, o pięknym, wręcz oliwkowym odcieniu skóry, czekoladowych oczach i ciemnych, długich włosach. Największe ciacho w szkole. Chodzimy ze sobą od mojej piątej klasy, więc trzy lata. Starszy o rok. Dość dobrze się uczy. Nie pali, nie pije, nie ma problemów z prawem. Jest tylko jedno "ale". Jego słownictwo. Ale wam przyznam, że sama święta nie jestem.
Zmieniłam ciuchy na bardziej... Normalne. Dresy i zjechaną bluzę zmieniłam na rurki i koszulę w kratkę.Uczesałam włosy. Moje wiśniowe końcówki połyskiwały w słońcu przedzierającym się przez zasłonkę. Wiki ich nie lubił, a dokładniej "nie zwracał na nich uwagi". Nie rozumiem facetów.
Włączyłam muzykę. BMTH dudniło w moim azylu. Zawibrował mój telefon.
(Wiktor-W)
W: Hej! Spóźnię się ): Zwiał mi autobus, a następny jest o 16.30 czyli o godzinie naszego spotkania. Sorry Pandziu ;3
Nazywał mnie tak bo uwielbiałam te zwierzaki.
(Olka-O)
O: Jak to?! Nie przeżyję pięciu minut dłużej bez cb! Krecha mnie zje i co? Po mnie ;D Na dodatek miałam dzisiaj niezły incydent w domu. Opowiem ci ja się zobaczymy.
W: Heh. Już się nie mogę doczekać. Co do Kresi: daj spokój! Ogląda się za nią połowa naszej drużyny, więc ona raczej nie chce zepsuć swojego statusu ;)
O: Co do pierwszego: mam nadzieję, bo historia jest naprawdę mocna. Do drugiego: Ty też? Nie uwzględniłeś która połowa... Mam rozpaczać?
W: Och, jak ty to bierzesz na poważnie! Ja mam inny obiekt zauroczenia, mianowicie mojego misa. A tak na poważnie to liczysz się tylko ty (;
O: Jak miło ;3 Dobra schodzę na dół, bo ktoś dzwoni do drzwi. To pewnie Krechalska. Czekam Wi!
Tak zaczęłam jedno z najlepszych popołudni mojego życia... Nie spodziewałam się tylko, że mój chłopak przywiezie, ze sobą kogoś jeszcze...
-----------------------------------------------------!KOMENTUJCIE! ---------------------------------------------------
Życie pozagrobowe... Pffff, to nie to! Życie pozaziemskie... Nie, to miało być jakoś inaczej! Aaaa... Już wiem! Eureka! Życie poza szkolne Olki - spisała Olka
Czyli o tym co ta walnięta dziewczyna widzi poza Kreską i Wiktorkiem
Dzień pierwszy, niedziela.
5, 10, 15, 20 minut. Tyle gapiłam się z politowaniem na włączony odkurzacz leżący w kącie mojego ogromniastego pokoju. Kiedy moja stara zrozumie, że NIENAWIDZĘ tego robić?!
Robiłam to w każdą niedzielę, zawsze o piętnastej a moja mama dawała się nabrać na to, że posprzątałam i, że jestem słitaśnym aniołkiem który świeci paczałakmi na czystość. Zamiast tego moja rodzicielka płaciła za dwadzieścia minut bezsensownie zużywanego prądu.
- Mamo jest czyściutko!
- Dobra sprawdź czy masz mundurek w szafie!
- Taaa... Zobaczę co da się zrobić. - Olałam to jak prawie wszystko w moim życiu.
Wychyliłam się z pokoju. Moja młodsza siostra odwalała taniec szajby przed moją sypialnią. Przekrzywiłam moją zacną głowę i spojrzałam na nią z wyższością. A Rafa mówił, że to ja mam mały iloraz inteligencji. Wyciągnęłam mojego Iphona i pstryknęłam fotkę.
- Jaka ja jestem wstrętna... - Zamruczałam pod nosem. Tamara miała zrujnowany miesiąc. Wszystko dzięki temu jednemu zdjęciu które trafi do kalendarza bliźniaków... Zaśmiałam się pod nosem i schowałam z powrotem do mojego pokoju, gdy nagle pomyślałam, że zobaczę co dzieje się w pokoju mojego starszego o całe pięć lat braciszka. Pędem przebiegłam korytarz i przystawiłam ucho do drzwi.
- Rafa, ale ty jesteś słodki! Dajesz mi maskotki! - był to głos tępej, jak nie powiem co, dziewczyny mojego brata. Miała IQ równe kurze (oczywiście bez obrazy dla kur)!
Nagle od tyłu zaszła mnie Tam. Wystraszyłam się i zahaczyłam o klamkę dłonią. Drzwi stanęły otworem.
- Kogo tu widzę? Moje dwie siostry, z których jedna to małolata, a druga pusta lala z farbowanymi włoskami!
- Prędzej twoja dziewczyna jest pusta niż ja! Jest wróżką która wieczorami chodzi do lasu i skacze w kolorowej kiecce pomiędzy drzewami! - To tekst Krystynki. Czasem był, aż za bardzo przydatny.
- Uważaj na słowa, dziewucho! - krzyknęła Judyta (imię dziewczyny z IQ kury), niestety za głośno bo do pokoju wparowała mama.
-Co tu się wyprawia? Dzieci?
Nagle Tama zrobiła coś czego zupełnie niespodziewanego.
- Ta pani obraża Olunię! Mówi, że Olusia jest dziewuchą! - Moja siostra rozpłakała się. Rzadko to robiła, ale jak już beczała to na całego. Przybiegli Marek i Piotrek. Jeszcze ich tu brakowało. Wpiszą to sobie do swojego durnego kalendarza, pt. ,,Wtopy naszej "kochanej" rodzinki". Jak ja mogłam się przed chwilą cieszyć, że Tamka do niego trafi? Na końcu miesiąca mieliby z tego taką bekę, że biedna by nie wytrzymała psychicznie!
Jedno wiedziałam: moja kochana siostrzyczka właśnie uratowała mi tyłek.
Mama stała jak wryta. Bliźniacy już się chichrali.
- Pani głucha czy co? Słyszała pani Olkę?! Jak mnie wróżką nazwała?!
- Bo nią jesteś - powiedział Marek - tylko, że w gorszej odsłonie hehe.
- Co masz na myśli dzieciaku?!
- Jesteś CZAROWNICĄ! O patrz wyskoczyła Ci brodawka! Tu jest następna! Wydłużył Ci się też nos! - Bliźniacy śmiali się na cały głos. Nagle zapadła cisza. Wszyscy spojrzeli na dziewczynę Rafy. Była czerwona na twarzy i strasznie zdenerwowana. Z jej mimiki czytało się jak z otwartych kart.
- Wiesz, że komary najczęściej gryzą blondynów? A jeden właśnie lata obok ciebie. - Powiedziałam to taką spokojnie jak nigdy. Judi bała się komarów. Tyle, że ja nie żartowałam.
- HA, HA! Kłamiesz smarkulo!
Komar usiadł na jej ramieniu i rozpoczął posiłek. Dziewczyna skapnęła się, że nie żartowałam, a potem... Zemdlała. Mama z Rafkiem stwierdzili, że zawiozą ją na pogotowie, co zrealizowali. Ja zostałam w domu z Tamką i bliźniakami.
Za pięć minut miała przyjść do mnie kumpela, Krechalska. Znałyśmy się od tygodnia, bo najwyraźniej Bóg chciał abyśmy poszły do jednej klasy. I dzięki Mu za to!
Miał przyjść też mój słodziak, Wiktor. Rzadko używałam tego typu słów, ale jego nie dało się inaczej określić. Świetny kapitan drużyny piłkarskiej, o pięknym, wręcz oliwkowym odcieniu skóry, czekoladowych oczach i ciemnych, długich włosach. Największe ciacho w szkole. Chodzimy ze sobą od mojej piątej klasy, więc trzy lata. Starszy o rok. Dość dobrze się uczy. Nie pali, nie pije, nie ma problemów z prawem. Jest tylko jedno "ale". Jego słownictwo. Ale wam przyznam, że sama święta nie jestem.
Zmieniłam ciuchy na bardziej... Normalne. Dresy i zjechaną bluzę zmieniłam na rurki i koszulę w kratkę.Uczesałam włosy. Moje wiśniowe końcówki połyskiwały w słońcu przedzierającym się przez zasłonkę. Wiki ich nie lubił, a dokładniej "nie zwracał na nich uwagi". Nie rozumiem facetów.
Włączyłam muzykę. BMTH dudniło w moim azylu. Zawibrował mój telefon.
(Wiktor-W)
W: Hej! Spóźnię się ): Zwiał mi autobus, a następny jest o 16.30 czyli o godzinie naszego spotkania. Sorry Pandziu ;3
Nazywał mnie tak bo uwielbiałam te zwierzaki.
(Olka-O)
O: Jak to?! Nie przeżyję pięciu minut dłużej bez cb! Krecha mnie zje i co? Po mnie ;D Na dodatek miałam dzisiaj niezły incydent w domu. Opowiem ci ja się zobaczymy.
W: Heh. Już się nie mogę doczekać. Co do Kresi: daj spokój! Ogląda się za nią połowa naszej drużyny, więc ona raczej nie chce zepsuć swojego statusu ;)
O: Co do pierwszego: mam nadzieję, bo historia jest naprawdę mocna. Do drugiego: Ty też? Nie uwzględniłeś która połowa... Mam rozpaczać?
W: Och, jak ty to bierzesz na poważnie! Ja mam inny obiekt zauroczenia, mianowicie mojego misa. A tak na poważnie to liczysz się tylko ty (;
O: Jak miło ;3 Dobra schodzę na dół, bo ktoś dzwoni do drzwi. To pewnie Krechalska. Czekam Wi!
Tak zaczęłam jedno z najlepszych popołudni mojego życia... Nie spodziewałam się tylko, że mój chłopak przywiezie, ze sobą kogoś jeszcze...
![]() |
| Tamka :3 |
-----------------------------------------------------!KOMENTUJCIE! ---------------------------------------------------
Otwarcie przyjmuję krytykę! Wyraźcie, więc swoje zdanie w komentarzu!
|
|
|
V
Do pary
Cześć!
Chciałabym Wam oświadczyć, że zaprosiłam do prowadzenia tego bloga (który, nota bene, zmienił nazwę na Notre Monde, czyli Nasz Świat). Moja koleżanka będzie pisała opowiadanie o przyjaciółce głównej bohaterki A mówili, że dziewczyny w piłkę nie grają...
Także.... Przyjmijcie ją z otwartymi ramionami, oto opowiadanie mojej koleżanki!
Chciałabym Wam oświadczyć, że zaprosiłam do prowadzenia tego bloga (który, nota bene, zmienił nazwę na Notre Monde, czyli Nasz Świat). Moja koleżanka będzie pisała opowiadanie o przyjaciółce głównej bohaterki A mówili, że dziewczyny w piłkę nie grają...
Także.... Przyjmijcie ją z otwartymi ramionami, oto opowiadanie mojej koleżanki!
![]() |
| My w rysunkowej wersji :) Nie wiem czyjego autorstwa, znalezione w necie |
Rozdział 1
Rozdział 1, czyli jak to jest być Nową
-
ONE WAY, OR ANOTHER…- Zaskrzeczał na cały regulator mój budzik z My Little Pony
(nawet nie pytajcie).
-
Grrrrr…
Jak
ja nie cierpiałam tej piosenki. Właśnie dlatego ustawiłam ją na mój budzik,
który stał na komodzie w moim zielonym pokoju. Komoda znajdowała się kilka
dobrych kroków od łóżka, na którym teraz leżałam, przykrywają głowę kołdrą.
Budzik ustawiłam tak daleko, bo wiedziałam, że inaczej za nic na świecie nie
wstanę.
Wkurzona
jak zawsze, gdy ten przeklęty budzik w różowe kucyki mnie budził, odgarnęłam
kołdrę na drugą stronę łóżka, a następnie, jak zawsze, dokonałam mojego małego
cudu. Mianowicie, podniosłam głowę, potem tułów, zrzuciłam obie nogi na podłogę
i (!) wstałam.
Dosyć
szybko, zważając na moje poranne tempo, podeszłam do budzika i wyłączyłam tą
durną piosenkę. Odrobinę złagodniałam, ale minęło to, gdy spojrzałam na zegarek
koło jednej z głów kucyków. Było już piętnaście po siódmej, a ja miałam do szkoły
na ósmą!
Obróciłam
się z prędkością światła. Oczywiście, nie zdążyłam nawet zrobić jednego kroku,
gdy moja noga zahaczyła o stos walających się po podłodze ubrań. Runęłam jak
długa na dywan, na szczęście ciuchy zamortyzowały upadek.
-
Ja to zawsze muszę się w coś wpakować…- mruknęłam.
Kilkanaście
minut później, a tak dokładnie, to o siódmej trzydzieści jeden, zeszłam po
drewnianych schodach na dół, do kuchni, gdzie moja mama robiła śniadanie.
Zapach tostów roznosił się po całym domu.
-
Tata już wyszedł?- zapytałam.
Mama
odwróciła się do mnie. Czarne włosy i szafirowe oczy odziedziczyłam właśnie po
niej. Wzrost, na szczęście, po ojcu, który był dosyć wysoki, mianowicie,
mierzył metr dziewięćdziesiąt dwa, a ja, mając trzynaście lat, metr
sześćdziesiąt sześć.
Ściągnęła
brwi i lekko się uśmiechnęła.
-
Tak, wyszedł tak jak zwykle, czyli w pół do. Kreska, kochanie, zdążysz do
szkoły?
Tak
naprawdę, to nie mam na imię Kreska, tylko Krystyna. Rodzice (a kiedyś także
mój brat) nazywają mnie tak, ponieważ kiedy uczyłam się jeździć na nartach,
zawsze jechałam na krechę. Instruktor zaczął mnie nazywać Kreska i już tak
zostało. Właściwie, to lubię to przezwisko.
-
Jeśli nie zjem śniadania, to zdążę. Na razie!- Mama na szczęcie nie zdążyła
zaprotestować, bo już nie było mnie w domu.
Podbiegłam
do mojego roweru, umocowałam mocno plecak i założyłam kask. Wskoczyłam na
siodełko i zaczęłam pedałować. Już kilka minut później wjeżdżałam na teren
mojego gimnazjum.
Podjechałam
do stojaków na rowery i zsiadłam z mojego jednośladowca. Wyjęłam z plecaka
blokadę do roweru i przymocowałam go do stojaka. Zdjęłam kask i pobiegłam do
budynku.
Otworzyłam
drzwi i skierowałam się na pierwsze piętro, gdzie (jak sprawdziłam
kilkadziesiąt razy na szkolnej stronie internetowej) znajdowały się szafki, w
tym moja oraz sala, w której miała być lekcja.
Moja
szkoła była pomalowana na stonowane kolory, takie jak beżowy czy niebieski.
Ściany w długich korytarzach były jasnoniebieskie, podłoga była wyłożona
kafelkami. Przy jednej ścianie na parterze stały cztery metalowe ławeczki,
które były pomalowane na czarno. Na pierwszym piętrze (jak już wcześniej
wspomniałam) stały szaroniebieskie szafki.
Na
korytarzu nie było jeszcze dużo ludzi. Kilku pierwszoklasistów – tak jak ja –
wyjmowało podręczniki z plecaków i wkładało je do swoich szafek.
Zerknęłam
na zegarek. Siódma czterdzieści siedem. Za dwanaście minut miałam mieć godzinę
wychowawczą. Moja wychowawczyni, pani Marta Sosnowiecka była miłą, błękitnooką
blondynką, która uczyła polskiego. Miałam nadzieję, że mnie polubi, ponieważ ze
względu na fakt, iż byłam humanistką i miałam zamiar zapisać się na kółka
polonistyczne i dziennikarskie, spędzę z nią dużo czasu przez najbliższe trzy
lata.
Zatrzasnęłam
moją szafkę, po czym zamknęłam ją kluczykiem. Znowu spojrzałam na mój zegarek.
Była siódma pięćdziesiąt osiem. Założyłam plecak na ramię i wyciągnęłam z
kieszeni granatowego żakietu, który stanowił część mundurka szkolnego razem z
spódniczką w szkocką kratkę, białą koszulą i kamizelką z logo szkoły plan
lekcji. Miałam na nim napisane, w której sali był jaki przedmiot, z tyłu kartki
był zaś plan budynku.
Skierowałam
się do sali dwieście pięć, pod którą czekali już uczniowie z mojej klasy. Jak
zauważyłam, wszyscy mieli już jakieś towarzystwo. Pewnie przeszli z
podstawówki, która była połączona z gimnazjum. Tylko jedna dziewczyna stała
sama, niepewnie lustrując nowych kolegów i koleżanki z klasy IC swoimi
niesamowitymi, szmaragdowymi oczami.
Była
mojego wzrostu, może dwa centymetry niższa. Miała długie, jasnobrązowe włosy z
wiśniowymi końcówkami do połowy pleców, a na ramieniu wisiała czarna torba
firmy Converse. Buty także miała z tej firmy, tylko, że wiśniowe. Mundurek
dobrze na niej leżał, o wiele lepiej, niż na mnie. Dziewczyna nie skróciła
sobie spódniczki aż do rozmiaru mini-mini,
jak reszta płci żeńskiej w mojej nowej klasie, czym od razu zyskała moje
uznanie.
Zrobiłam
kilka kroków w jej stronę i nim się obejrzałam stałam koło niej. Jak lepiej się
jej przyjrzałam, to mogłam zauważyć, iż nie patrzy na innych uczniów z
niepewnością, lecz tak, jakby miała ich w głębokim poważaniu.
Mimo
to wyciągnęłam rękę na powitanie.
-
Cześć. Kreska jestem. – Uśmiechnęłam się.
Dziewczyna
nawet na mnie nie spojrzała, gdy mówiła markotnym głosem:
- A
ja Alex. Coś jeszcze? – Uśmiech jak wkradł się na moją twarz, tak szybko z niej
zniknął.
-
Co? Myślisz o sytuacji moralnej i politycznej polskich chrabąszczy na Arktyce?-
powiedziałam, jak to miałam w zwyczaju, sarkastycznie.
Tym
komentarzem zwróciłam jej uwagę. Spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.
-
Nie. Planuję dzień tak, aby zdążyć się spotkać z moim koffanym boy'em, który
gdyby porównać go z facetami z naszej klasy, to rzeczywiście mogli by być
polskimi chrabąszczami na Arktyce!
Chicho
zachichotałam.
-
Ach, rozumiem. Chłopak typu „Jestem taki zalatany, ale mam dla ciebie czas, bo
jesteś dla mnie najważniejsza”? I co, pewnie jest też kapitanem tutejszej
drużyny piłkarskiej i największym ciachem w szkole? Czekaj, niech zgadnę… Jest
drugoklasistą, który był rok temu przewodniczącym samorządu i połowa gimnazjum
się w nim kocha?
Alex
zrobiła do mnie wielkie oczy.
- Że
co, do jasnej ciasnej?! Jakaś wróżka jesteś, czy co?!
Przybrałam
tajemniczą minę.
- A
żebyś się potem nie zdziwiła, kiedy zobaczysz mnie późno w nocy w lesie, kiedy
będę skakała w różowej sukience między drzewami. Na boso, oczywiście, przy czym
moje stopy będą jakbym dopiero co zrobiła pedicure.
Dokładnie
w tym momencie zadzwonił dzwonek i nagle zauważyłam, że nasza wychowawczyni
otwierała nam drzwi do klasy. Najpierw weszły dziewczyny, a potem chłopcy. To
był chyba zwyczaj w tej szkole.
Była
to klasa od języka polskiego. Jej ściany pomalowane były na kolor beżowy. Na
ścianie naprzeciwko drzwi, przez które weszłam do klasy, były okna, a z nich
widok na szkolne boisko. Po lewej od drzwi była tablica i umywalka, stały tam
także biurko i krzesło dla nauczyciela oraz kosz na śmieci. Zaś na prawo od
drzwi stały podwójne ławki dla uczniów i krzesła.
Wszyscy
zajęli już miejsca, prócz mnie. Zauważyłam, że Alex usiadła w ostatniej ławce
koło okna i położyła swoją torbę koło krzesła. Potem spojrzała na mnie i
powiedziała do mnie bezgłośnie: Chodź tutaj.
No
to podeszłam. I tak nigdzie indziej nie było wolnego miejsca. Brązowooka
zostawiła mi miejsce koło okna, za co byłam jej bardzo wdzięczna. Miałam
nieodparte wrażenie, iż szybko się zaprzyjaźnimy.
No i proszę bardzo, rozdział 1. Wiem, wiem, błędów mnóstwo, głównie chyba powtórzeniowych i językowych, ale przynajmniej jakoś to wygląda. Komentujcie!
Następny rozdział wstawię, jak zobaczę pod tym postem co najmniej dwa komentarze!
wtorek, 2 lipca 2013
Prolog
Prolog, czyli od czego wszystko się zaczęło
Mała, pięcioletnia dziewczynka
biegła uśmiechnięta przez park. Była dosyć szybka jak na swój wiek. Śpieszyła
się, bo wiedziała, że rodzice niedługo każą jej wracać do domu oraz dlatego, iż
na boisku ktoś na nią czekał.
Nie było jeszcze późno, bo niedługo
miała minąć godzina osiemnasta, lecz w parku nie dało zauważyć się tak dużo
dzieci jak wcześniej. Większość z nich poszła do wesołego miasteczka, które
zostało otwarte na początku wakacji. Chociaż minęły już dwa tygodnie od jego
otwarcia, rodziny nadal chodziły tam tłumami.
Dziewczynka wbiegła na teren boiska
do piłki nożnej. Prócz wysokiego, szesnastoletniego bruneta, który był jej
starszym bratem, na boisku nie było nikogo. Gdy zauważył on pięciolatkę,
uśmiechnął się i także do niej podbiegł. Uniósł ją nad głowę i kilka razy lekko
podrzucił. Stadko wróbli odleciało z boiska, spłoszone piskami i śmiechami
ludzi.
Chłopak odstawił siostrę na ziemię.
Ona, gdy tylko dotknęła stopami podłoża, podbiegła do ławek ustawionych za
bramką i wyciągnęła spod ławki piłkę adidasa. Podała ją brunetowi i rozpoczęli
jak co dzień swój mały trening.
Dwa lata później. Początek roku
szkolnego.
Przestraszona dziewczynka z dwoma
warkoczykami czekała przed drzwiami swojej nowej szkoły na starszego brata. Ich
rodzice weszli już do środka, jednak ona nie chciała wejść bez ukochanego
przyjaciela. Spóźniał się, a wiedział, jak bardzo rozpoczęcie roku było dla siostry
ważne.
Gdy minęło około piętnaście minut,
a dziewczynka była już bardzo spóźniona, brat nadal się nie pojawiał. Mała
brunetka westchnęła i weszła przez wielkie drzwi do szkoły. Gdy szła przez
korytarze do swojej klasy, skrycie wytarła rączką łezkę, która spłynęła po
rumianym policzku.
Okazało się, iż brunet miał wypadek
drogowy. Podczas spotkania w klasie do ojca rodzeństwa zadzwonili ze szpitala
ze straszną wiadomością. Chłopak dostał śmiertelnych obrażeń. Gdy jego rodzina
niezwłocznie przyjechała do szpitala, on już nie żył.
Dzisiaj. Początek roku szkolnego.
Już nie taka mała brunetka założyła
za ucho pasmo swoich lśniących włosów. Bała się tego dnia, dnia rozpoczęcia
roku szkolnego od pierwszej klasy podstawówki, kiedy to zmarł jej ukochany
brat.
Dziewczyna, w zamiarze podejścia do
drzwi wejściowych zrobiła kilka kroków w ich kierunku, gdy tłum uczniów od razu
wciągnął ją do środka. Kiedy przekroczyła próg gimnazjum, poczuła, iż skończył
się już czas nazywania jej „dzieckiem”. Teraz należała do „młodzieży”.
Tylko pytaniem jest, czy jej się to
spodoba?
I jak,
co sądzicie? Piszcie w komentarzach, a ja już zabieram się za rozdział
pierwszy, który powinien pojawić się tutaj jeszcze w tym tygodniu.
Okej, minęło kilka dni, a na blogu ani jednego komentarza. Publikuję moje opowiadanie po to, by ktoś je czytał, a skoro czytających nie ma, to nie wiem, czy jest sens dalej pisać (znaczy się, umieszczać to opowiadanie, bo pisać je i tak będę). Jeśli jednak jest jakiś obserwator bloga, proszę, by się odezwał.
Okej, minęło kilka dni, a na blogu ani jednego komentarza. Publikuję moje opowiadanie po to, by ktoś je czytał, a skoro czytających nie ma, to nie wiem, czy jest sens dalej pisać (znaczy się, umieszczać to opowiadanie, bo pisać je i tak będę). Jeśli jednak jest jakiś obserwator bloga, proszę, by się odezwał.
Witam!
Cześć!
Ten blog powstał z myślą o moich (doszłych
i niedoszłych) opowiadaniach, lecz w szczególności jednym, mianowicie A
mówili, że dziewczyny w piłkę nie grają… Będę starała się umieszczać
rozdziały systematycznie, ale wiecie, jak to bywa… Brak czasu lub zwyczajne
lenistwo potrafią zrobić swoje…
A Ciocia Wena nie przychodzi do mnie
często z wizytą…
Mam jednak nadzieję, że komuś moje
opowiadanie się spodoba. A, i jeszcze jedno… Bardzo potrzebna jest korekta
tekstu. Wiecie, błędy interpunkcyjne, językowe, powtórzenia… Jeśli ktoś by coś
zauważył, proszę pisać!
Życzę w miarę przyjemnego czytania!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



