sobota, 14 września 2013

Rozdział 1 Może troszkę bardziej od początku..


 Podbiegłam do Wiktora w czasie gdy Kreska została w tyle. Chłopak zauważył mnie i zszedł z boiska. Zresztą i tak większość chłopaków podbiegło do kogoś kto przed chwilą dostał piłką.
 - Hej! - Zawołałam a on tylko podbiegł i pociągnął mnie na ławkę obok siebie.
 - Pozwolisz, że tylko się ogarnę? - Zapytał. Był cały mokry i zarumieniony.
 - Oczywiście. O, Krecha coś zmalowała. -  Stała obok postrzelonego piłką Azjaty o imieniu Shinji. Po chwili podeszła do nas, a ja powiedziałam:
 - Wiktor Krysia, Krysia Wiktor.
 - Hej - powiedział mój chłopak, a moja przyjaciółka odpowiedziała mu to samo.
 - Nasza nowa! Czy Wiki rozkochał w sobie kolejną pannicę? - Podszedł do nasz nasz kumpel Mati. Zauważyłam, że Kresia się zarumieniła. Stwierdziłam, że czas wkroczyć do akcji.
 - Mateuszu! Jak miło! Ostatnio jak cię widziałam to zabierali cię z boiska po wypadku. Hmm... Niech sobie przypomnę... Jakaś psychofanka wpadła na boisko i przez przypadek złamała ci rękę? Ach! Zapomniałam! Żadna dziewczyna na ciebie nie leci. Co za pech!
 - Znalazła się pannica. Gada a nie przedstawi. - Podał rękę mojej przyjaciółce. - Mati. Znajomy tych dwóch dziwnych przypadków.
 - Na pewno! Uważaj na słowa kolego. - Powiedział Wiktor i potargał mu czuprynę. Mati był od niego niższy, niestety, niewiele.
 Wreszcie Krystyna odważyła się przemówić.
 - Cześć, Kreska jestem. Czy mi się wydaje, czy to ty stoisz na bramce? - W jej głosie można było usłyszeć lekki podziw.
 - No tak.- Powiedział Mati. - Nieźle się oberwało Shinj'emu. Gratuluję!
 - Czego tu gratulować? To był czysty przypadek. Wiesz, co do piłki...
  Wiktor spojrzał na mnie porozumiewawczo. Potem oddaliliśmy się od boiska żeby porozmawiać.
 - Ola mam dla ciebie propozycję. Bo wiesz ja tak sobie pomyślałem, że za mało czasu ze sobą spędzamy. Jadę w następny weekend z rodzicami nad jezioro i mogę zabrać ze sobą kilku znajomych.
 - I że niby mam jechać z tobą?!
 Wiktor speszył się.
 - No tak...
 Nie wytrzymałam.
 - Super!!! Dawno nie byłam nad jeziorem! Moglibyśmy jeszcze wziąć Krechę!
 - Yyy... Spoko. To ja zabiorę Matiego. Zresztą on tam jeździ ze mną co roku.
 Mój chłopak rozejrzał się i cmoknął mnie w usta.
 Krechalska i Mati gadali sobie w najlepsze, chyba się o coś sprzeczali, bo Kreska zawzięcie gestykulowała.
 Zobaczyliśmy, że w naszą stronę idzie moja była kumpela. Jeden z plastików.
 Mianowicie: Natalia.
 - O czym tam gruchacie? - mówiła niby do nas obojga, ale patrzała tylko na Wiktora. - Wikusiu -Jak ja nienawidziłam tego zdrobnienia!- mówiłeś coś o jakimś jeziorze wczoraj na treningu - Chodzili razem na tenisa - i ja chcę jechać.
 Nie mogłam w to uwierzyć! Wiki zawsze mówił, że z nią nie rozmawia! Spojrzałam na niego pytająco.
 - Po pierwsze: nie mówiłem do ciebie. Po drugie: wszystkie miejsca zajęte.
 - Pewnie przez Alex. Ma tak duży tyłek, że zajmuje 2 miejsca. Żal mi cię. - Wykonała dziwny gest ręką.
 Nata od dawna zarywała do mojego chłopaka. Mimo tak wzmocnionej psychiki na szyderstwa, zachciało mi się płakać. Wiktor chyba to wyczuł, bo przytulił mnie mocno. W tym czasie Natalia odeszła do reszty plastików. Czułam się jak w filmie Mean Girls. Jakaś masakra!
 Szykuj się Natalio. Nadchodzę. Zaufaj, że nawet nie poczujesz jak zepsuję ci "karierę".

==================================================================

 Spotkałam się z Krechalską pod klasą do matmy. Opowiedziała mi, że z  Matim gadało jej się nawet spoko.
 - Chciałabyś pojechać nad jezioro? - Zapytałam ni z gruszki, ni z pietruszki.
 - Jasne. A co, chcesz się wybrać? Jak znam życie, to pewnie jeszcze z jakimiś chłopakami.
 - Aha. Ja, ty, Wiki i Mati. W ten weekend.
 - Zapytam się rodziców.
 Weszłyśmy do sali w której miałyśmy teraz lekcję. Gdy wyjmowałyśmy zeszyty, w mojej torbie zauważyłam małą karteczkę. Napisane było na niej, że mam dziś dłuższy trening, żebym nie zapomniała. Czyli snucie moich planów co do zemsty musiało poczekać.
 Mniej, więcej w połowie lekcji (oczywiście połowa klasy spała) znudzona wyciągnęłam z kieszeni telefon. Mimo, że siedziałam w drugiej ławce nauczycielka tego nie zauważyła. Czy ona naprawdę jest tak ślepa, czy tylko udaje?!
 Jedna wiadomość. Patrzę na nazwę. Adam.
 Kiedy kończysz? Wbijesz na fejsa? :D Ja tam siedzę na fizyce. A ty?
 Dobrze wiedziałam, że on ma fizykę. Chodził do klasy z Wiktorem. Odpisałam.
 Matma. Miałeś rację! Zwiadowcy to fenomen! Jestem na księdze piątej i nie mogę doczekać się jedenastej. Dobra kończę bo matematyczka na mnie świdruje. Baj, baj! Aha kończę o 15.20, ale nie spotkam się z wami. 
 Po chwili odpisał. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
 Spoko. Masz pozdrowionka od Wiktora. Ach, no i całusy bo on mnie wyszturcha na śmierć. Paaa...
 Po katordze, którą oczywiście była matma (!) wskoczyłam do samochodu taty, czekającego na mnie przed szkołą. Od razu przedstawiłam mu sprawę z jeziorem. On odpowiedział, ku memu niezadowoleniu:
 - Doskonale wiesz o tym, że w tamtym roku opuściłaś się przez tego chłopaka w nauce. Tylko z nim spędzałaś czas - tu zrobił przerwę, która ustanowiła ciszę tak namacalną, że aż można było kroić ją nożem. - Będę musiał porozmawiać o tym z mamą. Dostajesz wszystko czego zapragniesz co nie wpływa na ciebie korzystnie. Ten Wiktor w końcu cię rzuci i pożałujesz tego. Co innego Adam... - Nie dałam mu skończyć bo wiedziałam, że wystawi mi kazanie.
 - Ale ja go kocham! Zrozum to tato! Adam to tylko kumpel!
 Podjechaliśmy pod nasz dom.
 Moi rodzice poznali Adama zgoła pół roku temu gdy zaczęłam się z nim kumplować. Wynikło to z tego, że ostro pokłóciłam się z Wiktorem. To był okropny czas w moim życiu, aczkolwiek nie ruszył mnie o jakoś poważnie.
 Nie rozumiałam koleżanek które zalewały się łzami z powodu chłopaków. Po prostu gdyby nie dawały się tak traktować nic takiego by nigdy nie wynikło.
 A jednak... Chociaż może jeszcze nikogo na tyle nie pokochałam... Nie! Przecież jest najlepszy z najlepszych: Wiktor. Z drugiej strony pamiętam jeszcze słowa Kreski:
 Ach, rozumiem. Chłopak typu „Jestem taki zalatany, ale mam dla ciebie czas, bo jesteś dla mnie najważniejsza”? I co, pewnie jest też kapitanem tutejszej drużyny piłkarskiej i największym ciachem w szkole? Czekaj, niech zgadnę… Jest drugoklasistą, który był rok temu przewodniczącym samorządu i połowa gimnazjum się w nim kocha?
 Druga połowa była bardzo pochlebna. Zaś początek dał mi do myślenia. Z jednej strony mój chłopak był nader opiekuńczy, popularny i wgl. Z drugiej czy aby na pewno zwracał na  mnie wystarczająco dużo uwagi? Jeszcze na dodatek ta sprawa z Natalią. Niby nic, ale jednak coś.
 Zagubiona we własnych myślach pobiegłam do swojego pokoju i skoczyłam na łóżko. Musiałam to wszystko przemyśleć.



Friends :)

1 komentarz: