poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 4

Ka-boom!

Rozdział 5, czyli Kreska wraca na stare Śmieci

Wyszłam ze szkoły, odpięłam rower, założyłam kask i odjechałam. Jeszcze nie wiedziałam, gdzie pojadę, pewniakiem było tylko to, żeby było daleko od szkoły i boisk. Wciąż byłam jeszcze w lekkim szoku po sytuacji na korytarzu. Czemu zawsze musi spodobać mi się nieodpowiedni chłopak? Rozmyślając, skręciłam w nazwaną przeze mnie i moją kuzynkę Klonową Aleję i wjechałam w bogatszą dzielnicę. Skierowałam się do jednego z domków i gdy dojechałam na miejsce, zsiadłam z mojego pojazdu.
Kiedy prowadziłam rower po brukowanej ścieżce, po raz kolejny przyglądnęłam się stojącemu przede mną domowi. Był to średniej wielkości domek jednorodzinny. Nie wyróżniał się niczym wśród innych domów na ulicy, dlatego gdyby nie numerek przy bramie, wielu ludzi pewnie nie potrafiłoby rozróżnić domku nr 13 z np. domkiem nr 19. Ale nie ja. Nawet na ślepo potrafiłabym tu trafić i mowy by nie było o pomyłce.
Oparłam rower o małą brzozę i podbiegłam do drzwi wejściowych, po czym zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Już po chwili usłyszałam donośny kobiecy głos, wołający „OTWARTE!! WCHODŹ!”. Jak usłyszałam, tak zrobiłam. Plecak i buty zostawiłam w przedpokoju.
- Cześć ciociu! – powiedziałam, wchodząc do ciepło urządzonej, dosyć małej kuchni.
Moja ciocia Ala, siostra mamy, nazywana przez większość rodziny Lissem (nawet nie pytajcie, pewnie i tak potem się to wyjaśni) właśnie stała przy zlewie i obierała ziemniaki na obiad. Widać było, że należymy do jednej rodziny, można by ją było nawet wziąć za moją matkę. Miała długie za połowę pleców, lekko falowane ciemnoczekoladowe włosy. Teraz była odwrócona do mnie tyłem, więc nie było widać jej oczu, o dokładnie takiej samej barwie, jak moje i mamy.
Podeszłam do niej i przyjacielsko zarzuciłam jedną rękę na szyję.
- No, co tam u ciebie? Pewnie dużo się zmieniło od soboty.
Ciocia na chwilę oderwała się od pracy i spojrzała na mnie, unosząc jedną brew.
- Jasne, Kreska. Jak zawsze, moje życie jest takie ciekawe, że od soboty był taki huk wydarzeń, że nie zdążyłam odetchnąć. – Po tym komentarzu powróciła do obierania ziemniaków. – Jak tam w gimbazie, gimbusie?
Taaak, lubiłam gadać z ciocią. Potrafiła podnieść na duchu.
- No wiesz, jak to pierwszego dnia. Było okej. Ale nie tak ciekawie jak u ciebie. – Zerknęłam na zegar ścienny nad zlewem. – Wiesz może, kiedy Lola wróci?
- Powinna być za chwilę. Kiedy wróci, idźcie sobie, obiad powinien być za mniej więcej półtorej godziny.
Westchnęłam. Lubiłam to robić przy Lissie, bo to ją wkurzało. „Masz tak ciężko, że aż wzdychasz?”, mówiła.
Zabrałam rękę z jej szyi i wyciągnęłam jabłko z koszyka stojącego na blacie.
- Poczekam na nią na dworze. Hehe, wyjdę jej naprzeciw! – Ostatnie zdanie powiedziałam żartobliwie i ku mojemu zadowoleniu, ciocia parsknęła.
Wyszłam więc na podjazd i, pogryzając pyszne jabłuszko, czekałam na moją wcześniej wspomnianą kuzynkę Lolę. Tak właściwie, to ona nie ma na imię Lola. To tylko jej przezwisko, tak samo jak Kreska jest moim. Nie stałam samotnie zbyt długo. Już chwilę po moim wyjściu z domu zauważyłam, że na chodniku, dosłownie paręnaście metrów ode mnie znajduje się Lola, cała w skowronkach.
I to jeszcze nie sama! Szła z dobrze mi znanym chłopakiem, który w tej chwili uśmiechał się od ucha do ucha.
Dziwne. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak zadowolonego. Nawet wtedy… Ale chwila! Skoro oni się tak zachowują, to coś musi być na rzeczy! A ja się muszę koniecznie dowiedzieć, co!

~~*~~

Miało nas nie być w domu, dlatego poszłyśmy do ogrodu na tyłach domu. Były tam wiśnia i grusza, na których był rozwieszony hamak. Gdy chodziłyśmy do przedszkola, bardzo lubiłyśmy się na nim bujać. Kiedy już przesłuchałam Lolę na temat naszego znajomego (Ale ja nie wiem, o co ci chodzi!), to odrobiłyśmy razem lekcje. Co prawda, było tego co kot napłakał, ale zawsze coś. Chociaż Lola chodziła jeszcze do podstawówki – szósta klasa się kłania! – miała zadane więcej, niż ja. Szybko się z tym wyrobiłyśmy i w skrócie opowiedziałam jej o dzisiejszych zdarzeniach. (Oczywiście moja droga kuzynka najbardziej była zainteresowana Matim, o którym na przekór opowiedziałam jej jak najmniej.) Wyrobiłyśmy się z lekcjami na obiad. Potem już musiałam iść do domu.

Bardzo lubię przebywać u mojej kuzynki. Chyba momentami bardziej, niż u siebie w domu. Kiedy wracałam rowerem, dużo myślałam o moim pierwszym dniu w szkole. Byłam pewna, że nie będzie tak spokojnie, jak w podstawówce. I nie myliłam się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz