Ka-boom!
Rozdział 5, czyli Kreska wraca na stare Śmieci
Wyszłam
ze szkoły, odpięłam rower, założyłam kask i odjechałam. Jeszcze nie wiedziałam,
gdzie pojadę, pewniakiem było tylko to, żeby było daleko od szkoły i boisk.
Wciąż byłam jeszcze w lekkim szoku po sytuacji na korytarzu. Czemu zawsze musi
spodobać mi się nieodpowiedni chłopak? Rozmyślając, skręciłam w nazwaną przeze
mnie i moją kuzynkę Klonową Aleję i wjechałam w bogatszą dzielnicę. Skierowałam
się do jednego z domków i gdy dojechałam na miejsce, zsiadłam z mojego pojazdu.
Kiedy
prowadziłam rower po brukowanej ścieżce, po raz kolejny przyglądnęłam się
stojącemu przede mną domowi. Był to średniej wielkości domek jednorodzinny. Nie
wyróżniał się niczym wśród innych domów na ulicy, dlatego gdyby nie numerek
przy bramie, wielu ludzi pewnie nie potrafiłoby rozróżnić domku nr 13 z np.
domkiem nr 19. Ale nie ja. Nawet na ślepo potrafiłabym tu trafić i mowy by nie
było o pomyłce.
Oparłam
rower o małą brzozę i podbiegłam do drzwi wejściowych, po czym zadzwoniłam
dzwonkiem do drzwi. Już po chwili usłyszałam donośny kobiecy głos, wołający „OTWARTE!!
WCHODŹ!”. Jak usłyszałam, tak zrobiłam. Plecak i buty zostawiłam w
przedpokoju.
-
Cześć ciociu! – powiedziałam, wchodząc do ciepło urządzonej, dosyć małej
kuchni.
Moja
ciocia Ala, siostra mamy, nazywana przez większość rodziny Lissem (nawet nie
pytajcie, pewnie i tak potem się to wyjaśni) właśnie stała przy zlewie i
obierała ziemniaki na obiad. Widać było, że należymy do jednej rodziny, można
by ją było nawet wziąć za moją matkę. Miała długie za połowę pleców, lekko
falowane ciemnoczekoladowe włosy. Teraz była odwrócona do mnie tyłem, więc nie
było widać jej oczu, o dokładnie takiej samej barwie, jak moje i mamy.
Podeszłam
do niej i przyjacielsko zarzuciłam jedną rękę na szyję.
-
No, co tam u ciebie? Pewnie dużo się zmieniło od soboty.
Ciocia
na chwilę oderwała się od pracy i spojrzała na mnie, unosząc jedną brew.
-
Jasne, Kreska. Jak zawsze, moje życie jest takie ciekawe, że od soboty był taki
huk wydarzeń, że nie zdążyłam odetchnąć. – Po tym komentarzu powróciła do obierania
ziemniaków. – Jak tam w gimbazie, gimbusie?
Taaak,
lubiłam gadać z ciocią. Potrafiła podnieść na duchu.
-
No wiesz, jak to pierwszego dnia. Było okej. Ale nie tak ciekawie jak u ciebie.
– Zerknęłam na zegar ścienny nad zlewem. – Wiesz może, kiedy Lola wróci?
-
Powinna być za chwilę. Kiedy wróci, idźcie sobie, obiad powinien być za mniej
więcej półtorej godziny.
Westchnęłam.
Lubiłam to robić przy Lissie, bo to ją wkurzało. „Masz tak ciężko, że aż wzdychasz?”,
mówiła.
Zabrałam
rękę z jej szyi i wyciągnęłam jabłko z koszyka stojącego na blacie.
-
Poczekam na nią na dworze. Hehe, wyjdę jej naprzeciw! – Ostatnie zdanie
powiedziałam żartobliwie i ku mojemu zadowoleniu, ciocia parsknęła.
Wyszłam
więc na podjazd i, pogryzając pyszne jabłuszko, czekałam na moją wcześniej
wspomnianą kuzynkę Lolę. Tak
właściwie, to ona nie ma na imię Lola. To tylko jej przezwisko, tak samo jak
Kreska jest moim. Nie stałam samotnie zbyt długo. Już chwilę po moim wyjściu z
domu zauważyłam, że na chodniku, dosłownie paręnaście metrów ode mnie znajduje
się Lola, cała w skowronkach.
I
to jeszcze nie sama! Szła z dobrze mi znanym chłopakiem, który w tej chwili
uśmiechał się od ucha do ucha.
Dziwne.
Jeszcze nigdy nie widziałam go tak zadowolonego. Nawet wtedy… Ale chwila! Skoro
oni się tak zachowują, to coś musi być na rzeczy! A ja się muszę koniecznie
dowiedzieć, co!
~~*~~
Miało
nas nie być w domu, dlatego poszłyśmy do ogrodu na tyłach domu. Były tam wiśnia
i grusza, na których był rozwieszony hamak. Gdy chodziłyśmy do przedszkola,
bardzo lubiłyśmy się na nim bujać. Kiedy już przesłuchałam Lolę na temat
naszego znajomego (Ale ja nie wiem, o co ci chodzi!), to odrobiłyśmy razem
lekcje. Co prawda, było tego co kot napłakał, ale zawsze coś. Chociaż Lola
chodziła jeszcze do podstawówki – szósta klasa się kłania! – miała zadane
więcej, niż ja. Szybko się z tym wyrobiłyśmy i w skrócie opowiedziałam jej o
dzisiejszych zdarzeniach. (Oczywiście moja droga kuzynka najbardziej była
zainteresowana Matim, o którym na przekór opowiedziałam jej jak najmniej.)
Wyrobiłyśmy się z lekcjami na obiad. Potem już musiałam iść do domu.
Bardzo
lubię przebywać u mojej kuzynki. Chyba momentami bardziej, niż u siebie w domu.
Kiedy wracałam rowerem, dużo myślałam o moim pierwszym dniu w szkole. Byłam
pewna, że nie będzie tak spokojnie, jak w podstawówce. I nie myliłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz