niedziela, 6 października 2013

Rozdział 2 Dawni przyjaciele


Dostrzegłam kątem oka, że Zuza wyszła z przebieralni. Miała na sobie sukienkę w kolorze koralowym. Wyglądała przecudnie. Zmieniła się od końca szóstej klasy (mimo, iż minęły tylko dwa miesiące).
Hana ubiegła mnie ze skomentowaniem piękna mojej przyjaciółki.
-Jak Kacper cię zobaczy to padnie! Pięknie wyglądasz.
Hanna Milczewska była o rok młodsza ode mnie i Zuzki. Znamy się przez to, że nasi rodzice grywają razem w brydża. My zresztą też.
Minęło około sześciu godzin od feralnego „padnięcia na łóżko”, zaś półtorej godziny od zakończenia mojego treningu capoeiry. Zuza zadzwoniła do mnie i Hany, że potrzebuje pomocy, bo jej chłopak zaprosił ją na randkę a ona nie ma się w co ubrać. Tak też przyjechałyśmy we trójkę do centrum handlowego by załatwić ten jakże uporczywy problem.
Zapadła cisza a moje przyjaciółki chyba oczekiwały ode mnie komentarza, więc pośpiesznie powiedziałam:
-Wyglądasz ślicznie, ale dodałabym coś na ramiona bo jest ciupkę za mdławo.
-Nie rozpędzajcie się za bardzo, bo ta sukienka jest chyba, a raczej na pewno o rozmiar na mnie za mała – odparła Zuzka.
-Co za problem wziąć większą? – zapytała najmłodsza z nas.
-No właśnie nie ma większej. Mierzyłaś już tą granatową, Zuza?
-Tak. Ten kolor do mnie nie pasuje. Och, co ja zrobię! Mam problem! Za pół godziny zamykają sklepy, powinnam być już w domu a na dodatek zaciągnęłam was tu ze mną! – histeryzowała.
-Spokojnie! Mogę sprawdzić, czy w zapleczu nie ma tego rozmiaru, którego panienka potrzebuje. – Niespodziewanie za nami pojawiła się pracownica sklepu
-Naprawdę?! Była bym bardzo wdzięczna.
Powiedziałyśmy pani rozmiar i zniknęła pomiędzy wieszakami.
Wyciągnęłam iPhona, ponieważ dziewczyny zajęły się tematem, który mnie nie ciekawił. Miałam jedną wiadomość od taty oraz trzy nieodebrane połączenia od TATY, Wiktora i Adama.
 Co dzisiaj się dzieje z tymi facetami? – pomyślałam.
 W wiadomości było pytanie za ile będę. Odpisałam, że za około pół godziny powinnam być w domu. Do chłopaków nie dzwoniłam. Dalej jeszcze nie przemyślałam sprawy do końca.


Po piętnastu minutach wyszłyśmy ze sklepu w istnie szampańskim humorze. Okazało się, iż rzeczywiście piękna koralowa suknia czeka na Zuzkę na zapleczu.
Do domów zawiozła nas mama Hany. Weszłam do domu tanecznym krokiem. Była już 21 więc od razu wskoczyłam pod prysznic z piosenką Good girl gone bad Rihanny. Potem poszłam do pokoju i dopiero koło 22.30 poszłam spać (ach te zadania domowe). Wkroczyłam w objęcia Morfeusza z uśmiechem na ustach.
 Wyśniłam tej nocy piękne sny.
 Kolorowe obrazy przemykały przez mój umysł. Widziałam przyjaciół i wrogów, tych teraźniejszych, i zapomnianych.
Potem obudził mnie dźwięk budzika. Coś jakoś szybko. Moje zdziwienie nie miało granic. Już ranek? Zwlekłam się z łóżka, wyszłam z pokoju i zbiegłam schodami na parter. Tam cała rodzina jadła już śniadanie.
-Co dzisiaj jemy?
-Zależy co chcesz. Tosty, mleko? Czy coś bardziej wydumanego?
-Tosty. Najlepiej z dżemem.

================================================

 Gdy Alex z przyjaciółkami była w centrum handlowym 
 Usiadł do pianina. Jego chude palce poruszały się po klawiaturze z gracją i lekkością. Nagle z nastolatka w fullcap'ie zamienił się w eleganckiego chłopca. Grał Dla Elizy. Jego matka leżała na łóżku. Uroniła kilka łez. Potem przestała. Będzie silna przynajmniej dla swojego najmłodszego syna.
 Chłopak wstał uśmiechnął się do rodzicielki i poszedł do swojego pokoju. Włączył cicho muzykę klasyczną i spojrzał na siebie w lustrze. Włosy opadały mu na oczy. To znak iż pora pójść do fryzjera. 
 Nowe jeansy były ciupkę za duże a przy wręcz chorobliwej chudości nastolatka było to bardzo widać. Koszula po całym dniu była wymięta. Szczególnie po tym jak Natalia wpadła na niego w szkole.
 Właśnie. Dziewczyna jego marzeń. Idealna pod każdym względem. W porównaniu do Alex, była spokojna, ustatkowana, oraz... Naturalnie piękna (wiecie z tym naturalnym pięknem, to tak do końca nie jest. Chłopak był po prostu do granic zakochany i nie zauważał pewnych "szczegółów").
 Uśmiechnął się już po raz drugi w ciągu piętnastu minut. Potem podszedł do półki z książkami. Przeglądał nazwy i gdy znalazł odpowiednią wyciągnął ją z tłumu innych. Mikołajek uśmiechał się do niego z okładki. Chłopak usiadł na pufie i zaczął czytać. Lektura wciągnęła go do tego stopnia, że aż zapomniał o tabunie lekcji które miał zrobić. No, nic. Jakoś się wyrobi.

Od lewej: Hana,  Zuza.

 Tak więc zamieszczam ten oto następny rozdział. Nwm sami oceńcie czy krótki. Musiałam go umieścić bo mam kumulację dobrych pomysłów więc żeby za bardzo nie gmatwać w rozdziałach pojawił się on właśnie teraz :)

1 komentarz: